Życie to nie gra nie daj się wylogować !

TRZYMAJ WYSOKO GARDĘ BO ŻYCIE JEST TRUDNYM PRZECIWNIKIEM

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Tak jak w tytule u mnie samo szczęście, to widać, to słychać, to czuć. W maju będzie 5 m-cy jak się znamy i jesteśmy ze sobą. W bardzo nietypowy sposób stało się wiele rzeczy, ale bardzo się cieszę, że właśnie taki przebieg on miał. mamy za sobą już parę poważnych tematów i powiedzieliśmy o sobie wszystko. Jeden przed drugim się krył bo uważał za świętego, bał się stracić, a jednak wyszło lepiej niż ktoś by mógł przypuszczać. Jest po prostu cudownie. Codziennie wyrażamy sobie miłość, codziennie jest kontakt, siedzimy niekiedy po nocach, bo jesteśmy ciągle siebie głodni :). Podtrzymujemy ten żar między nami, torturujemy się wzajemnie, wszystko by nasze uczucie rozkwitało. On popadł na moim punkcie w obłęd a ja się od niego uzależniłam. Przesiąknął swoją osobą w domu moim. Teraz, to tylko cierpliwie czekać aż będziemy mieć tyle pieniędzy by przed Bogiem swoją miłość oznajmić.
W około ludzie sieją różne teorie na temat mojego związku. Mam to gdzieś. Nigdy nie miałam nawyku słuchania innych i nie będę miała. Choroba dziecka, choroba mamy, cieszę się że tato zdrów(od pukać 3 razy), ale te choroby spowodowały wielkie zmiany w moim życiu, zmieniły mój charakter i nastawienie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Coś w tym naprawdę jest. W trudnych dla siebie chwilach, momentach słabości, bezradności, typowej pomocy materialnej i fizycznej okazało się na kogo można liczyć. Mój instynkt mnie nie zwiódł, warto było go słuchać.
Teraz moim napędem jest nie tylko Filip, bo on już mi nie wystarczał...teraz napędza mnie mój Piotrek i to on nie pozwala mi się poddawać dla dobra Filipa. Zgodni jesteśmy, że Filip jest najważniejszy :) On mnie wspiera całymi dniami pomimo ogromnej dzielącej nas odległości.
Wiecie co...ta miłość jest taka inna. Gówniarska, rozsądna, namiętna, tajemnicza bym nawet powiedziała. jesteśmy tego zgodni, ze razem się zestarzejemy :) taka przyszłość mi się własnie w chwili obecnej deklaruje...nic więcej do szczęścia mi nie potrzebne, bo resztę się wypracuje własną siłą.

Z Bogiem moi drodzy :) Buźka
Tagi: ja
03.05.2013 o godz. 09:43

JA

Co tu dużo pisać, jest dla mnie idealnie, nie licząc tego, że mój luby jest za granicą.
Wiem jednak, że w końcu będzie tak jak sobie to zaplanujemy. Ten rok jest piękny i kreuje się w kolorowych barwach.
Po drodze jest sporo większych, mniejszych zmartwień, ale na prawdę nie tracę na nie czasu. Mam teraz z kim to dzielić i wszystko inaczej się przechodzi, jest na prawdę lżej :)
Jest idealnie ze wszystkim :)
Tagi: ja
28.03.2013 o godz. 22:53
No co ja Wam kochani powiem :) jest cudownie. Ten rok dla mnie jest ekstra. W grudniu tamtego roku poznałam wspaniałego faceta. Jego upartość i waleczność spowodowała, że jesteśmy teraz ze sobą. Jest pięknie kochani. Po 4 latach znów mam kogoś i bardzo go kocham a on mnie. Jest tak pięknie i cudnie jak w trylogii Greya :)
Niestety on jest w Niemczech u brata tam pracuje. Chce zarobić na swoje plany, tj. mieszkanie, ślub, i przyszłość rodziny :)
Z początku z dystansem podchodziłam, powiedzieliśmy sobie to i owo. Nawet nie wiem kiedy nasze uczucie tak gwałtownie wybuchło.
Spędziliśmy wspólnie razem weekend w hotelu we Wrocku :) Później jeździłam po pracy do niego - mieszka niedaleko. Każda chwila z nim była cudowna. Cały czas mi jest jego mało.
W dzień w dzień ze sobą rozmawiamy, pielęgnujemy swoje uczucie i pożądanie :) Jestem z nim szczęśliwa, promienieje. On ze mną też jest bardzo szczęśliwy. Ten facet cały czas mnie zadziwia. nie krepuje się mówić że jestem piękna, cudowna, kochana. Codziennie słowami nosi mnie na rekach. I nie boi się mojego świata z chorobą dziecka. Będzie dobrym ojcem dla Filipa. Czego chcieć więcej?
marzenie o białej sukni jest na wyciągnięcie ręki...trzeba tylko się postarać :)
ten na górze w końcu wynagradza to, że tyle czasu walczyłam, nie poddawałam się, tą moją samotność. Dziękuje tutaj przyjaciółce, która usilnie mnie namawiała, żebym pomimo złego zdrowia przyszła do niej na wesele :) Opłacało się i to bardzo.

Tagi: ja
02.03.2013 o godz. 20:11
Z żalu, co przygniata Cię, Z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej, Podniesiesz się,

Choćbyś już kamieniem był, Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie, Podniesiesz się.

Choćbyś wyparł się Swych korzeni, bogów swych,
Spotkasz ludzi, co "Pokażą drogę Ci".

Z głodu, który zjada sny, Z gęstych, obojętnych dni,
Nawet z dna, co nie ma dna, Potrafisz wstać.

Choćbyś ogień w sobie zgniótł, Choćbyś zabił w sobie bunt,
Jeśli iskrę wiary masz, Potrafisz wstać.
Tagi: ja
31.12.2012 o godz. 18:46
Żyje moi drodzy. Nie jest kolorowo, ale też nie mam nie wiadomo jakich zmartwień niż tych co są. Jeszcze jest sporo do załatwienia, niestety blokuje mnie brak kasy a i tak w tym miesiącu nadwyrężyłam budżet i wzięłam z oszczędności trochę. Tak to bywa. Mam nadzieje, że oddam z powrotem do świnki :). Czekam na alimenty bo ponoć stary Filipka wziął się do roboty, no zobaczymy. Pewnie znów popracuje 2 miesiące i tyle będzie, albo i nie. Brak mi słów do tego człowieka, odezwał się ostatnio i jak zwykle tylko chce i chce i chce. Niestety "Moje zaufanie w stosunku do niego spadło tak nisko, że nawet nie uwierzę jemu, kiedy powie która jest godzina." Tak bywa.
U mamy tak sobie, mogłoby być lepiej, ale nie jest jeszcze najgorzej, niestety coraz częściej puszczają mnie nerwy. Staram się mieć cierpliwość, ja to wszystko rozumiem, ale jestem tylko zwykłym człowiekiem.
Co do dziecka to jest lepiej niż te 2 lata temu, ale jeszcze bardzo długa i żmudna ciężka praca nas czeka.
Pogodziłam się z tym wszystkim. Nie ma co rozpaczać, ale nie mam co się zbytnio cieszyć. jestem tylko ciekawa co ten na górze dla mnie jeszcze przygotował.
Dni mi mijają jak z bicza strzelił, sprintem.
Tak to bywa jak w domu w rodzinie jest choroba. człowiek leci każdego dnia według swego grafiku i modli się żeby nic innego po drodze nie wypadło.
W przyszłym roku powinno raczej chyba być już trochę lżej, prawie opanowane mam te wizyty u lekarzy i badania. Trzymam zatem kciuki, że po nowym roku trochę po Polsce pojeżdżę z synkiem, chciałabym. Obiecałam sobie, że nie pozwolę by moje szczęście było uzależnione od drugiej osoby. Dużo się zmieniło, ja się zmieniłam. Przestałam się przejmować wieloma sprawami, osobami....bo mam większe zmartwienia niż jakieś tam głupoty.
Musze się na koniec pochwalić moim własnym dziełem, moją cięzką pracą i zaangazowaniem. Licze na pomoc z waszej strony. dziękuje

autyzmfilipka.cba.pl
Tagi: ja
07.11.2012 o godz. 20:56
W końcu dostałam papierek z potwierdzeniem oryginalności dokumentów. W poniedziałek będę mogła wyrejestrować auto chyba już nic nie stoi na przeszkodzie - mam nadzieje. Chcę zakończyć ten nie równy pojedynek. W zasadzie to koniec jednego rozdziału, bo do chwili obecnej nie mam informacji od rodziny ojca dziecka w sprawie zwrotu kasy za moją własność. Nie wiem na co oni czekają, ze im to tak podaruje? nie to kwota z rzędu 1000zł nie podaruje im tego, zwłaszcza, że to napisane w postanowieniu z prokuratury więc chyba nie powinnam mieć problemów w sądzie cywilnym.
Ostatnio dostałam papierek od komornika, ale nie wiem do końca co tam napisali czy to, że ojciec dziecka znów podjął pracę czy wysłali mi odpis, że on w lutym zwolnił się, nie wiem.
A tak to bez zmian
Tagi: ja
14.09.2012 o godz. 20:21
Jak dobrze się orientujecie ja walczę na dzień dzisiejszy na wielu frontach. Walka z chorobą syna, z walka z chorobą mamy a do tego doszło walka z rodziną ojca dziecka, nie wspomnę o nim samym.
Napotkałam na swej drodze kolejną trudną sprawę. Popłakałam się, po wkurwiałam się, ale teraz powstałam i problem prawie że rozwiązałam - nie obyło się to bez duuużych kosztów. W zasadzie to nie koniec tej sprawy. Nie mogę jej zakończyć a chciałam jak najszybciej, brak tego że dokumenty są oryginalne i organ samorządowy nie chce tego przyjąć. W zasadzie to kwestia czasu jak uwierzytelnię te dokumenty. Później zostanie mi walka o swoje pieniądze z rodziną ojca dziecka. Z ojcem dziecka też będę walczyć, z tym, że ja mam przewagę.
Można powiedzieć, ze niezły ze mnie wojownik, ale ciężko mi na sercu bo sama walczę. Brak mi bratniej duszy u boku i nie jest tu mowa o facecie.
Tagi: ja
30.08.2012 o godz. 10:09
Jestem zdania, że miłość, wiara przenosi góry, że miłość uskrzydla - czułam miłość, piękne uczucie. Niestety też jest mi dane poczuć gniew i nienawiść. Próbowałam się wyzbyć tego uczucia, ale nie udało się. Wczoraj to było jak bomba z opóźnionym zapłonem. Rodzina ojca dziecka i nasze polskie prawo spowodowało, że znów dostałam cios poniżej pasa. Jak to bolało. A ja sama jestem z tym wszystkim. Czułam gniew, załamanie, rozpacz, smutek. Podziałało to na mnie jak Red Bull, dało kopa to pewnych działań, ale spowodowało znów lawinę moich nieszczęść. Co wyjdę do przodu, co się podniosę to znów dostaję baty. Nie śmiem zapytać Tego na Górze za co to wszystko? Ale nie jestem wstanie nie pogardzać tymi ludźmi, nie jestem wstanie nie czuć nienawiści, gniewu. Dziś już trochę lepiej, nie jestem aż tak wzburzona, lecz wczorajszy dzień to była masakra, wyłam, byłam w amoku, stan w jakim byłam był nie do opisania.
Chwilę pogadałam z bratem, chwilę pogadałam z Siszką, a i tak to mojego bólu nie zmniejszyło. Przejażdżka samochodem i głośna muza, duża prędkość pozwoliły mi trochę ulżyć. Później musiałam wrócić do domu i udawać, że wszystko jest oki...a przecież nie jest.
Cieszę się, ze nie należę do rodziny ojca dziecka. Jaki to kłamca, oszust, degenerat, patologia, skurwysyn jakich mało. Minię znów sporo czasu zanim powróci do serca harmonia.
Podniosę się i z tego. Nie wiem jak ale to zrobię.
Niestety siłę do działania daje mi nienawiść. Ale jestem zdania, ze każdy powód jest dobry, żeby stanąć na nogi.

W tym wszystkim najbardziej mi szkoda mojego dziecka. Gdyby on wiedział jakiego ma ojca, jaka jest rodzina jego - aż serce pęka. Strach pomyśleć.
Tagi: ja
25.08.2012 o godz. 08:25
Niestety nie mam czasu na to i owo. Po urlopie mam remont w mieszkaniu. Jest co robić. Zawsze mam co robić.
Czy odpoczęłam w czasie urlopu? Czy przy dzieciach da się odpocząć? możliwe, ale nie gdy dziecko jest niepełnosprawne - w sensie w moim przypadku upośledzone intelektualnie. Brzmi to groźnie niestety tak jest. i nie odpoczęłam tak jak chciałam bo na każdym kroku trza pilnować. Na dodatek byłam z mama - chora mama. Dwoje ludzi chorych na mojej głowie, nie dało się odpocząć. Jedynie trochę lżej bo nie gotowałam, nie prałam, nie sprzątałam. Choć na chwile energii trochę złapałam, morze zobaczyłam, mały się wykąpał, pobawił, zobaczył dotlenił. Mogłam bym pisać i pisać, ale czasu brak. Trza iść spać bo rano do pracy, a po pracy remont. A gdzie inne sprawy do załatwienia? wszystko na nowo trza robić, załatwiać. Szkoda pisać.

tak na wesoło to strzeliłam fotkę krowy mojej ciotki :)

fotogeniczna co nie :D
Tagi: ja
23.07.2012 o godz. 22:22
Wieki temu pisałam :) Po prostu nie mam sił. Fizycznie jestem na wyczerpaniu. Ręce całymi dniami mnie bolą, mam nawet problem z pisaniem na kompie a nawet klikaniem myszką. Psychicznie ledwo też się trzymam. No niby twarda ale robotem nie jestem, na pewno nie jestem z żelaza :)..następuje właśnie moja słabość. W domu różnie. Z mamą niby stabilnie, ale męczące to jest pilnowanie a tyle jeszcze jest do zrobienia.
Niestety nie ma tak łatwo, ba teraz to tylko będzie pod górkę.
Z Filipem to różnie. Światełko w tunelu widzę, ale do końca tunelu jeszcze daleko. Toczę nierówną walkę.
Niestety siły mnie opuszczają. Przez to stałam się zimna jak lód. Moje serce i czułość jest tylko dla wybranych. Niestety wiele rzeczy przestało mnie interesować, przestałam się przejmować...nie mam na to czasu. Wiele rzeczy mnie jeszcze bardzo boli, ale tak to bywa w tym naszym ziemskim życiu :)
W między czasie jak się uda staram się pokazywać swoje piękne kobiece walory, może osobiście ich nie widzę, ale może komuś się one spodobają :).
Niestety przyszło mi grać główną rolę..i mam nadzieje, że na koniec dostanę za to Oskara.
Za 2 tyg jadę na 3 tyg na urlop. Oczywiście po 10-tym bo u mnie budżet mały;(. Najpierw trochę nad morze, później chcę do W-wy. A co będzie to się okaże. Chcę odpocząć coś pozwiedzać, nacieszyć się chwilą i naszą naturą, swoim dzieckiem, macierzyństwem z lepszej strony. Będzie też ze mną moja mama. Może to będzie nasza wspólna niezapomniana i jedyna podróż - oby nie...ale zapowiada się interesująco. Musze nabrać sił na nowe plany, nową walkę, na pracę, nowe wizje, na realizację tego wszystkiego. Ducha walki mam, walczę do końca, aż do gwizdka, aż padnę na ryj, aż serce mi stanie - to moja domena :)..problem w tym, że moje siły witalne, fizyczne są lipne w stosunku do woli jaką mam.
Pisze tak bardzo ogólnikowo, nie mam sił i głowy na żadne szczegóły.
Jest jak jest. Modlę się o lepsze jutro, o pieniążki i o zdrowie.
Serdeczne pozdrowienia !!!!
Tagi: ja
24.06.2012 o godz. 17:56
A tak wpadam na sekund pięć. Co u mnie? Bez zmian. Cały czas mam pod górkę, co raz więcej na głowie, coraz to więcej lekarzy...długo by tu pisać. W domu też nie lepiej. Z ojcem dziecka - w tej kwestii to już brak słów to mało powiedziane. Sporo bym tu musiała pisać ale mnie mam sił i weny.
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Tagi: ja
05.05.2012 o godz. 18:17



Z świątecznego korzystam zwyczaju, By przesłać życzeń tyle, ile kwiecia w maju. I życzyć wam naprawdę z całą serdecznością By święta napełniły wam duszę radością
By Wielkanoc była jak bajka a na stole nie zabrakło jajka.
Życzę Wam tęczowych pisanek i mokrego dyngusa cały poranek.
Zdrowia i dostatku!
Szóstki w Totka, a także ogromnego spadku!
I życia w stanie choćby lekkiej euforii.
Do tego wiele zdrowia, kondycji, miłości,
Dużo radości z życia i wiecznej młodości.
Tagi: święta
06.04.2012 o godz. 08:41
Tagi: jaja
04.04.2012 o godz. 14:27
Szczerze? nie jest dobrze, nie jest źle. Mam dołka. Nie pisze na blo bo nie mam czasu, chęci, sił, głowy itp.
Było parę zdarzeń które mną wstrząsnęły a nie mam ochoty o tym pisać. Od początku stycznia tego roku ciągle coś się dzieje. Powoli to ogarniam. Pogoda nie sprzyja bo zimno, jednak wole to od śniegu.
Ale niestety mój uniak nie grzeje się w środku i jest lipa, nie wiem jak długo pociągnę z tym mrozem. Szukam innego już auta, ale to potrwa. Fundusze bardzo ograniczone.
Mamę i tak zaniedbałam, niestety mam tylko 2 ręce i mam swoje sprawy.
Np w tą niedziele po 2 latach pierwszy raz ojciec dziecka odwiedził Filipa. I jako młody małżonek-bo wziął cywilny ślub z tamtą nie był sam bo wziął przyrodnią siostrę.
Posiedział ze 3h może nawet nie, był krótki spacerek na mrozie i pojechali. Powiedział, że będzie po 15 lutym jak dostanie wypłatę i że chce uczestniczyć w rehabilitacji syna. Nie wiem. Powiedziałam mu jednak, że raz na 2 lata to nie wypada wpadać. Nie wiem co jest grane, tacy ludzie z dnia na dzień się nie zmieniają. W jego przypadku to nie wiadomo co jest grane. Zwłaszcza, że od 1.5 roku sama wywalczyłam to co wywalczyłam dla Filipa. A on przyjeżdża na gotowe, można by tak ująć. Nawet nie wiedział, że od 5 m-ca życia Filip nie je mleka. Taki z niego tatuś.
Obiecałam sobie, że nie będę pielęgnować urazy, nienawiści, trudne to. Sama ze wszystkim jestem i nie mam drugiej połówki która by mnie wspierała była koło mnie, pomagała. Dlatego to jest trudne. Czasem trzeba długo iść, żeby dojść do siebie...
Mam doła bo wiem, ze stanęłam w miejscu. Moje sprawy bardzo mnie przytłaczają. Mam wielki ciężar na barkach. Ale nie zostawię o tak mamy. Inni się nie kwapią jedynie siostra mnie wspiera, ale teraz ona w W-wie mam tam sporo na głowie.
Jak tu ruszyć z miejsca?. Nie mam nawet sposobności wyjścia. Praca, syn, mama, dom, trochę tego jest, a wiem, że to nie wszystkie sprawy.
Poddać się nie poddałam, mam tylko teraz ciężkie dni. Wizyta ojca dziecka zbiła mnie z tropu.Muszę się ogarnąć i brnąć do przodu. Tylko muszę znaleźć sposób jak.
Tagi: ja
31.01.2012 o godz. 10:08
Dziś ostatni dzień w tym roku. Jak wszyscy dobrze wiedzą ten rok nie był dla mnie najlepszy. Mogłabym powiedzieć, że zaczął się nawet nawet, ale później to był horror. Szczegółów pisać nie będę bo bym całe wieki przed kompem spędziła :) Dobrze, że na koniec roku trochę nabrało barw.
Stary Rok i to co spotkało mnie i moją rodzinę tylko w jakiś sposób ucharakteryzował, wyrobił, wyostrzył mój charakter i sposób myślenia i patrzenia na świat.
Największą rolę w tym roku odegrała moja siostra - ale to jej osobiście podziękuje, że mnie mocno wspiera, no i Siszka :). Siszka jest dobrym obywatelem :), dobrym słowem, dialogiem, swą osobą pomaga mi w takich a nie innych chwilach. On bez problemu zauważa mój smutek, brak wpisów na moim blo, zawsze się odezwie. Czasem mam wrażenie że umie czytać moje myśli heheh. Dziękuje mu za to i liczę, że nadal będzie takim Aniołem w 2012r.
Czeka mnie sporo pracy w 2012r., gdzie ja tę siłę odnajdę? Ano Moje Szczęście chodzące na 2 nogach :) dostarcza mi wiele dobrych emocji. Bez Fifiego moje życie było by puste, nie miało by sensu. Może jestem przewrażliwiona, ale gdyby coś mu się stało to moje życie straciło by sens. Jako matka mam różne dziwne myśli, ale to dlatego, że staram się go chronić. A że sama jestem ze wszystkim od samego początku pojawienia się Filipka na świecie to dlatego tak to wszystko jest. Macierzyństwo wiele mi pokazało, nauczyło, oczywiście bez wujka google bym rady se nie dała, a tak idę do przodu.
Mam też nadzieje, że w nowym roku znajdę też życzliwość w bliskich mi osobach, bezinteresowną pomoc oraz pocieszenie i wsparcie w dobrych jak i złych chwilach. Bez tego ani rusz :)....


Moim koleżankom i kolegom na bloblo życzę zdrowia- bo to najważniejsze, dużo radości i dostatku, szczęścia i dużo miłości, żeby Wam nic w nadchodzącym Roku nie zabrakło, a podjęte cele, działania zakończyły się sukcesem. Żeby nigdy pomyślność Was nie opuszczała a wiara codziennie dodawała sił i energii do tworzenia i realizacji nowych pomysłów.
not the world end...but the begining of a new age

Tagi: ja
31.12.2011 o godz. 14:50
Dosłownie wracając z Wrocławia z terapii z synem w samochodzie płakałam jak bóbr. Jechałam, ryczałam, serce mi pękało. Nie nie to nie depresja jesienna. To chwila słabości w walce z autyzmem syna. Poczułam, że za mało się staram w sprawie syna, że powinnam jeszcze więcej działać. Poczułam, że nic nie osiągnęłam, że ma za mało zajęć. Oj miałam chwilę słabości. Moje dochody też znikome,więc na wiele sobie nie pozwolę. We wtorek w pracy z tego powodu się popłakałam i dziewczęta mnie pocieszały. Później rozmawiałam z siostrą która mnie na duchu podnosiła. jakie to dla mnie ważne, że mam gdzieś te oparcie. Ja wiem, że powinnam więcej robić, jeździć i takie tam, ale nie mam już sił moi drodzy, nie mam już sił. Filip, mama, dom, sporo tego na moich barkach i nie mam sił. Na dodatek na gg odezwał się ojciec dziecka i tylko mnie wkurwił, taka ostra wymiana zdań nastąpiła, jakby inaczej.
Zakupiłam książkę o autyzmie, ale jest ona ciężko napisana a ja nie mam sił po pierwszej zmianie jej czytać, śpiąca jestem. Jest ona moja więc pewnie wiele razy ją będę czytać, studiować, nabierać wiedzy.
Niestety jest sporo rzeczy do załatwienia a niestety nie mam kiedy tego uczynić, nie mam kiedy. Ale trzeba się zebrać....
W środę już lepiej się czułam, wymieniłam parę zdań na temat tego i owego z Panią Prof z Instytutu Badań nad Autyzmem. Dziękuję Bogu, że sama z tym nie jestem. Ale nie raz będę mieć wątpliwości i słabości.
Tagi: ja
09.12.2011 o godz. 18:52
A mianowicie dostałam od komornika list miłosny. A tam, że zajął 60% wypłaty ojca dziecka i ile jest mi tam dłużny i ile on powinien dla funduszu powinien dać.
Tak czy siak dla mnie z korzyścią. I co najlepsze nie mam zamiaru ściągać komornika, bo znając jego pewnie gdybym to uczyniła to znów przestałby mi płacić. A ja nie będę wypisywać do komornika na nowo papierków.
A bynajmniej nada żyła się okazja do podwyższenia alimentów. Nie chce odwiedzać dziecka jego sprawa, ale Filip jest chory więc koszta za leczenie powinno obydwoje rodziców ponosić. Jak tylko uporam się z komputerem to zaczynam powoli pisać pozew o alimenty. Jak tylko zaczął wpływać pieniądze dla mnie to podejdę do radcy prawnego i zapytam o szczegóły.

U nas nic nowego..choroba wtargnęła do domu. Przez ostatnie dni nie było najlepiej, ale to pikuś.
Niestety z mamą nie jest dobrze, widać to po niej. Chyba dawka jaka jest jej obecnie przypisana jest dla niej za słaba. Niestety trzeba czekać do stycznia na konsultacje.
Siostra mi zdradziła, że mama chyba zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak i, że umiera...chyba wewnętrznie to się odczuwa. Ciężko będzie. Staram się nie załamywać.
Nie jest to łatwe wiele spraw nałożyło mi się na raz na głowę.
Tagi: ja
01.12.2011 o godz. 12:47
To będzie pamiętny lot. Leciałam do Paryża i w ogóle pierwszy raz i zapamiętam go na amen :)
Mówią że jaki poniedziałek taki cały tydzień, coś w tym jest. Wylot Miał się odbyć o godzinie 19.00 z Wrocławia. Dzięki kolegom z pracy bez problemu przeszłam przez procedury na lotnisku :D. Ale euforia szybko nam spadła bo wylot się opóźnił jak dobrze pamiętam to chyba o 30 min. Pamiętam tyle, że nie wiele czasu było na przesiadkę w Monachium na lot do Paryża. Przez cały terminal w Monachium myśmy biegli, sądzę, że pobiliśmy rekord na setkę heheh. A przy mecie okazało się, że lot opóźniony o 1h. Ale jeszcze była szansa na czas Do Paryża dolecieć - tam mieliśmy wynająć samochód max wypożyczalnia otwarta do północy.
Niestety po sporym oczekiwaniu w Monachium wsiedliśmy do samolotu, lecz lot się nie odbył bo na pasie startowym samolot okazał się mało sprawny i czekaliśmy prawie kolejną 1h na nowy samolot. Myśmy mieli wrażenie, że gramy w ukrytej kamerze, no totalne jaja heheh. Niestety w Paryżu byliśmy przed 2 w nocy. I pytanie spać na terminalu czy pójść do hotelu. Mieliśmy ograniczone pieniądze na delegacje. Było wiele pytań bez odpowiedzi, ale jednak po burzy mózgów poszliśmy do pobliskiego hotelu na 3h spać. Rano szybkie śniadanie i po samochód gdzie czekaliśmy na niego chyba z 1.30 min. jaja jak berety, nerwy nam zaczęły puszczać. W pracy mieliśmy spotkać się z ważnymi ludźmi a droga tam trwa 1.30 min bo to 120km od Paryża. Udało się dotrzeć do pracy i byliśmy tam prawie że do 20.00. Kolejny dzień był lepszy, ale też na maxa pracowaliśmy.
Za to lot powrotny to tragedia. Co do samego Paryża to widziałam tylko jak lądowaliśmy, z lotu ptaka i to w nocy. Wieżę Eiffla widziałam tylko przez 5 min i to we mgle heheh
niestety powrót nie lepszy niż na początku. Późno wylecieliśmy co spowodowało, że w Monachium przyszło nam czekać aż 7h na terminalu na lot, który z wielkim wysiłkiem udało nam się załatwić. I tak jeden z Naszych musiał niestety dodatkowo lecieć do Warszawy i z Warszawy do Wrocławia , bo brakło miejsc w samolocie. Jaja jak berety.
Sam efekt lotu przyjemny aczkolwiek bałam się startu i lądowania, że mogę zwymiotować. Nie jest to takie straszne :). Tak mniej więcej opisałam Wam mój lot :)
Jedynie po powrocie chciałam spać, głowa mnie bolała, na dodatek stewardesa która siedziała przy mnie miała okropnie śmierdzące perfumy co spowodowało, że furii dostałam w samolocie i każdy szelest gazet doprowadzał mnie do białej gorączki tak głowa mnie bolała.
O 23.00 byłam w domu. Niestety spać poszłam po 12 w nocy i rano o 5.00 wstać do pracy.
Ale ja wam się rozpisałam heheheheh.

P.S. oczywiście moje drogie miłe Panie...emocje jak najbardziej pozytywne :), nie żebym narzekała...ale o wrażenia musiałam opisać :D
Tagi: ja
23.11.2011 o godz. 18:05
Od otrzymania tego kredytu jestem pełna optymizmu i euforii. Oby jak najdłużej. teraz już nie będę musiała płakać po nocach i modlić się bo nie mam kasy bo coś tam. teraz będę mogła z rozsądkiem zainwestować trochę w siebie. Jakiś krem do twarzy, pod oczy, może jakiś korektor żeby buzia lepiej się prezentowała...nie wiem, ale będę szukać coś taniego i fajnego. Koleżanka z pracy, fryzjerka się okazała poprawiła mi fryzurę. Po przyjeździe z Francji, może jakieś pasemka, zobaczymy. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem pięknością, dlatego muszę co nie co zamaskować, poprawić, wyostrzyć by lepiej się prezentować :). Niestety nie mam zwyczaju codziennie bawić się w makijaż. Ale muszę to poprawić. Bo gdy zacznę dbać o takie drobiazgi to i wygląd stanie się lepszy i ktoś w końcu na mnie spojrzy :P.
W owej zaistniałej sytuacji powinno pójść mi ciut lepiej.
Na prawdę mam teraz z czego się cieszyć.
Oczywiście nie powiem moją radość przyćmiewa sytuacja ojca dziecka, niestety nienawiść pogłębia się, pogarda, złość - wszystko na raz. Dlaczego tak jest, że w ogóle o tym nie myślę, zapominam a są sytuacje, że myślę o tym intensywnie i złe emocje idą w górę. Życie, wiem. Wiem mało o tym z kimś rozmawiam i to siedzi we mnie. Tyle w sobie trzymam. Są rzeczy z którymi nie mogę się pogodzić, jeszcze potrzebuje czasu. Czuje to wszystko jakby to wczoraj się zdarzyło a przecież już ponad rok, prawie 2 lata. Nic się nie poradzi. czas, czas, czas....jak ja dojrzałam przez te 2 lata a nawet przez te 5 lat :)
Buziole ode mnie
Tagi: ja
11.11.2011 o godz. 16:13
To musi być totalnie jakiś pech. Wróciłam do domu i co? w skrzynce list ze starostwa. Komisja się zbiera w sprawie syna by orzekli jego niepełnosprawność. I co termin na 16 listopada. A ja w poniedziałek wylatuje do Francji. To jest pech. Jutro dzwonie do Starostwa o zmianę terminu. Firma wszystko już przygotowała, więc nie mogę tego o tak odwołać, zmienić. Oby moje argumenty przemówiły do Starostwa i wyznaczyli nowy termin.
A jak nie to się totalnie wkurwię :(....
Już na necie sprawdzam ile razy można w razie czego taki wniosek składać gdyby chcieli go negatywnie rozpatrzyć.
Moja chwilowa euforia została zakłócona. Totalnie jakieś złe fatum. i humor mi się zjebał.
Wsio
Tagi: ja
09.11.2011 o godz. 22:47