A tak wpadam na sekund pięć. Co u mnie? Bez zmian. Cały czas mam pod górkę, co raz więcej na głowie, coraz to więcej lekarzy...długo by tu pisać. W domu też nie lepiej. Z ojcem dziecka - w tej kwestii to już brak słów to mało powiedziane. Sporo bym tu musiała pisać ale mnie mam sił i weny.
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Tagi:
ja
05.05.2012 o godz. 18:17
komentuj (3)


Z świątecznego korzystam zwyczaju, By przesłać życzeń tyle, ile kwiecia w maju. I życzyć wam naprawdę z całą serdecznością By święta napełniły wam duszę radością
By Wielkanoc była jak bajka a na stole nie zabrakło jajka.
Życzę Wam tęczowych pisanek i mokrego dyngusa cały poranek.
Zdrowia i dostatku!
Szóstki w Totka, a także ogromnego spadku!
I życia w stanie choćby lekkiej euforii.
Do tego wiele zdrowia, kondycji, miłości,
Dużo radości z życia i wiecznej młodości.
By Wielkanoc była jak bajka a na stole nie zabrakło jajka.
Życzę Wam tęczowych pisanek i mokrego dyngusa cały poranek.
Zdrowia i dostatku!
Szóstki w Totka, a także ogromnego spadku!
I życia w stanie choćby lekkiej euforii.
Do tego wiele zdrowia, kondycji, miłości,
Dużo radości z życia i wiecznej młodości.
Tagi:
święta
Szczerze? nie jest dobrze, nie jest źle. Mam dołka. Nie pisze na blo bo nie mam czasu, chęci, sił, głowy itp.
Było parę zdarzeń które mną wstrząsnęły a nie mam ochoty o tym pisać. Od początku stycznia tego roku ciągle coś się dzieje. Powoli to ogarniam. Pogoda nie sprzyja bo zimno, jednak wole to od śniegu.
Ale niestety mój uniak nie grzeje się w środku i jest lipa, nie wiem jak długo pociągnę z tym mrozem. Szukam innego już auta, ale to potrwa. Fundusze bardzo ograniczone.
Mamę i tak zaniedbałam, niestety mam tylko 2 ręce i mam swoje sprawy.
Np w tą niedziele po 2 latach pierwszy raz ojciec dziecka odwiedził Filipa. I jako młody małżonek-bo wziął cywilny ślub z tamtą nie był sam bo wziął przyrodnią siostrę.
Posiedział ze 3h może nawet nie, był krótki spacerek na mrozie i pojechali. Powiedział, że będzie po 15 lutym jak dostanie wypłatę i że chce uczestniczyć w rehabilitacji syna. Nie wiem. Powiedziałam mu jednak, że raz na 2 lata to nie wypada wpadać. Nie wiem co jest grane, tacy ludzie z dnia na dzień się nie zmieniają. W jego przypadku to nie wiadomo co jest grane. Zwłaszcza, że od 1.5 roku sama wywalczyłam to co wywalczyłam dla Filipa. A on przyjeżdża na gotowe, można by tak ująć. Nawet nie wiedział, że od 5 m-ca życia Filip nie je mleka. Taki z niego tatuś.
Obiecałam sobie, że nie będę pielęgnować urazy, nienawiści, trudne to. Sama ze wszystkim jestem i nie mam drugiej połówki która by mnie wspierała była koło mnie, pomagała. Dlatego to jest trudne. Czasem trzeba długo iść, żeby dojść do siebie...
Mam doła bo wiem, ze stanęłam w miejscu. Moje sprawy bardzo mnie przytłaczają. Mam wielki ciężar na barkach. Ale nie zostawię o tak mamy. Inni się nie kwapią jedynie siostra mnie wspiera, ale teraz ona w W-wie mam tam sporo na głowie.
Jak tu ruszyć z miejsca?. Nie mam nawet sposobności wyjścia. Praca, syn, mama, dom, trochę tego jest, a wiem, że to nie wszystkie sprawy.
Poddać się nie poddałam, mam tylko teraz ciężkie dni. Wizyta ojca dziecka zbiła mnie z tropu.Muszę się ogarnąć i brnąć do przodu. Tylko muszę znaleźć sposób jak.
Było parę zdarzeń które mną wstrząsnęły a nie mam ochoty o tym pisać. Od początku stycznia tego roku ciągle coś się dzieje. Powoli to ogarniam. Pogoda nie sprzyja bo zimno, jednak wole to od śniegu.
Ale niestety mój uniak nie grzeje się w środku i jest lipa, nie wiem jak długo pociągnę z tym mrozem. Szukam innego już auta, ale to potrwa. Fundusze bardzo ograniczone.
Mamę i tak zaniedbałam, niestety mam tylko 2 ręce i mam swoje sprawy.
Np w tą niedziele po 2 latach pierwszy raz ojciec dziecka odwiedził Filipa. I jako młody małżonek-bo wziął cywilny ślub z tamtą nie był sam bo wziął przyrodnią siostrę.
Posiedział ze 3h może nawet nie, był krótki spacerek na mrozie i pojechali. Powiedział, że będzie po 15 lutym jak dostanie wypłatę i że chce uczestniczyć w rehabilitacji syna. Nie wiem. Powiedziałam mu jednak, że raz na 2 lata to nie wypada wpadać. Nie wiem co jest grane, tacy ludzie z dnia na dzień się nie zmieniają. W jego przypadku to nie wiadomo co jest grane. Zwłaszcza, że od 1.5 roku sama wywalczyłam to co wywalczyłam dla Filipa. A on przyjeżdża na gotowe, można by tak ująć. Nawet nie wiedział, że od 5 m-ca życia Filip nie je mleka. Taki z niego tatuś.
Obiecałam sobie, że nie będę pielęgnować urazy, nienawiści, trudne to. Sama ze wszystkim jestem i nie mam drugiej połówki która by mnie wspierała była koło mnie, pomagała. Dlatego to jest trudne. Czasem trzeba długo iść, żeby dojść do siebie...
Mam doła bo wiem, ze stanęłam w miejscu. Moje sprawy bardzo mnie przytłaczają. Mam wielki ciężar na barkach. Ale nie zostawię o tak mamy. Inni się nie kwapią jedynie siostra mnie wspiera, ale teraz ona w W-wie mam tam sporo na głowie.
Jak tu ruszyć z miejsca?. Nie mam nawet sposobności wyjścia. Praca, syn, mama, dom, trochę tego jest, a wiem, że to nie wszystkie sprawy.
Poddać się nie poddałam, mam tylko teraz ciężkie dni. Wizyta ojca dziecka zbiła mnie z tropu.Muszę się ogarnąć i brnąć do przodu. Tylko muszę znaleźć sposób jak.
Tagi:
ja
Dziś ostatni dzień w tym roku. Jak wszyscy dobrze wiedzą ten rok nie był dla mnie najlepszy. Mogłabym powiedzieć, że zaczął się nawet nawet, ale później to był horror. Szczegółów pisać nie będę bo bym całe wieki przed kompem spędziła :) Dobrze, że na koniec roku trochę nabrało barw.
Stary Rok i to co spotkało mnie i moją rodzinę tylko w jakiś sposób ucharakteryzował, wyrobił, wyostrzył mój charakter i sposób myślenia i patrzenia na świat.
Największą rolę w tym roku odegrała moja siostra - ale to jej osobiście podziękuje, że mnie mocno wspiera, no i Siszka :). Siszka jest dobrym obywatelem :), dobrym słowem, dialogiem, swą osobą pomaga mi w takich a nie innych chwilach. On bez problemu zauważa mój smutek, brak wpisów na moim blo, zawsze się odezwie. Czasem mam wrażenie że umie czytać moje myśli heheh. Dziękuje mu za to i liczę, że nadal będzie takim Aniołem w 2012r.
Czeka mnie sporo pracy w 2012r., gdzie ja tę siłę odnajdę? Ano Moje Szczęście chodzące na 2 nogach :) dostarcza mi wiele dobrych emocji. Bez Fifiego moje życie było by puste, nie miało by sensu. Może jestem przewrażliwiona, ale gdyby coś mu się stało to moje życie straciło by sens. Jako matka mam różne dziwne myśli, ale to dlatego, że staram się go chronić. A że sama jestem ze wszystkim od samego początku pojawienia się Filipka na świecie to dlatego tak to wszystko jest. Macierzyństwo wiele mi pokazało, nauczyło, oczywiście bez wujka google bym rady se nie dała, a tak idę do przodu.
Mam też nadzieje, że w nowym roku znajdę też życzliwość w bliskich mi osobach, bezinteresowną pomoc oraz pocieszenie i wsparcie w dobrych jak i złych chwilach. Bez tego ani rusz :)....
Moim koleżankom i kolegom na bloblo życzę zdrowia- bo to najważniejsze, dużo radości i dostatku, szczęścia i dużo miłości, żeby Wam nic w nadchodzącym Roku nie zabrakło, a podjęte cele, działania zakończyły się sukcesem. Żeby nigdy pomyślność Was nie opuszczała a wiara codziennie dodawała sił i energii do tworzenia i realizacji nowych pomysłów.
Stary Rok i to co spotkało mnie i moją rodzinę tylko w jakiś sposób ucharakteryzował, wyrobił, wyostrzył mój charakter i sposób myślenia i patrzenia na świat.
Największą rolę w tym roku odegrała moja siostra - ale to jej osobiście podziękuje, że mnie mocno wspiera, no i Siszka :). Siszka jest dobrym obywatelem :), dobrym słowem, dialogiem, swą osobą pomaga mi w takich a nie innych chwilach. On bez problemu zauważa mój smutek, brak wpisów na moim blo, zawsze się odezwie. Czasem mam wrażenie że umie czytać moje myśli heheh. Dziękuje mu za to i liczę, że nadal będzie takim Aniołem w 2012r.
Czeka mnie sporo pracy w 2012r., gdzie ja tę siłę odnajdę? Ano Moje Szczęście chodzące na 2 nogach :) dostarcza mi wiele dobrych emocji. Bez Fifiego moje życie było by puste, nie miało by sensu. Może jestem przewrażliwiona, ale gdyby coś mu się stało to moje życie straciło by sens. Jako matka mam różne dziwne myśli, ale to dlatego, że staram się go chronić. A że sama jestem ze wszystkim od samego początku pojawienia się Filipka na świecie to dlatego tak to wszystko jest. Macierzyństwo wiele mi pokazało, nauczyło, oczywiście bez wujka google bym rady se nie dała, a tak idę do przodu.
Mam też nadzieje, że w nowym roku znajdę też życzliwość w bliskich mi osobach, bezinteresowną pomoc oraz pocieszenie i wsparcie w dobrych jak i złych chwilach. Bez tego ani rusz :)....
Moim koleżankom i kolegom na bloblo życzę zdrowia- bo to najważniejsze, dużo radości i dostatku, szczęścia i dużo miłości, żeby Wam nic w nadchodzącym Roku nie zabrakło, a podjęte cele, działania zakończyły się sukcesem. Żeby nigdy pomyślność Was nie opuszczała a wiara codziennie dodawała sił i energii do tworzenia i realizacji nowych pomysłów.
not the world end...but the begining of a new age
Tagi:
ja
Dosłownie wracając z Wrocławia z terapii z synem w samochodzie płakałam jak bóbr. Jechałam, ryczałam, serce mi pękało. Nie nie to nie depresja jesienna. To chwila słabości w walce z autyzmem syna. Poczułam, że za mało się staram w sprawie syna, że powinnam jeszcze więcej działać. Poczułam, że nic nie osiągnęłam, że ma za mało zajęć. Oj miałam chwilę słabości. Moje dochody też znikome,więc na wiele sobie nie pozwolę. We wtorek w pracy z tego powodu się popłakałam i dziewczęta mnie pocieszały. Później rozmawiałam z siostrą która mnie na duchu podnosiła. jakie to dla mnie ważne, że mam gdzieś te oparcie. Ja wiem, że powinnam więcej robić, jeździć i takie tam, ale nie mam już sił moi drodzy, nie mam już sił. Filip, mama, dom, sporo tego na moich barkach i nie mam sił. Na dodatek na gg odezwał się ojciec dziecka i tylko mnie wkurwił, taka ostra wymiana zdań nastąpiła, jakby inaczej.
Zakupiłam książkę o autyzmie, ale jest ona ciężko napisana a ja nie mam sił po pierwszej zmianie jej czytać, śpiąca jestem. Jest ona moja więc pewnie wiele razy ją będę czytać, studiować, nabierać wiedzy.
Niestety jest sporo rzeczy do załatwienia a niestety nie mam kiedy tego uczynić, nie mam kiedy. Ale trzeba się zebrać....
W środę już lepiej się czułam, wymieniłam parę zdań na temat tego i owego z Panią Prof z Instytutu Badań nad Autyzmem. Dziękuję Bogu, że sama z tym nie jestem. Ale nie raz będę mieć wątpliwości i słabości.
Zakupiłam książkę o autyzmie, ale jest ona ciężko napisana a ja nie mam sił po pierwszej zmianie jej czytać, śpiąca jestem. Jest ona moja więc pewnie wiele razy ją będę czytać, studiować, nabierać wiedzy.
Niestety jest sporo rzeczy do załatwienia a niestety nie mam kiedy tego uczynić, nie mam kiedy. Ale trzeba się zebrać....
W środę już lepiej się czułam, wymieniłam parę zdań na temat tego i owego z Panią Prof z Instytutu Badań nad Autyzmem. Dziękuję Bogu, że sama z tym nie jestem. Ale nie raz będę mieć wątpliwości i słabości.
Tagi:
ja
A mianowicie dostałam od komornika list miłosny. A tam, że zajął 60% wypłaty ojca dziecka i ile jest mi tam dłużny i ile on powinien dla funduszu powinien dać.
Tak czy siak dla mnie z korzyścią. I co najlepsze nie mam zamiaru ściągać komornika, bo znając jego pewnie gdybym to uczyniła to znów przestałby mi płacić. A ja nie będę wypisywać do komornika na nowo papierków.
A bynajmniej nada żyła się okazja do podwyższenia alimentów. Nie chce odwiedzać dziecka jego sprawa, ale Filip jest chory więc koszta za leczenie powinno obydwoje rodziców ponosić. Jak tylko uporam się z komputerem to zaczynam powoli pisać pozew o alimenty. Jak tylko zaczął wpływać pieniądze dla mnie to podejdę do radcy prawnego i zapytam o szczegóły.
U nas nic nowego..choroba wtargnęła do domu. Przez ostatnie dni nie było najlepiej, ale to pikuś.
Niestety z mamą nie jest dobrze, widać to po niej. Chyba dawka jaka jest jej obecnie przypisana jest dla niej za słaba. Niestety trzeba czekać do stycznia na konsultacje.
Siostra mi zdradziła, że mama chyba zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak i, że umiera...chyba wewnętrznie to się odczuwa. Ciężko będzie. Staram się nie załamywać.
Nie jest to łatwe wiele spraw nałożyło mi się na raz na głowę.
Tak czy siak dla mnie z korzyścią. I co najlepsze nie mam zamiaru ściągać komornika, bo znając jego pewnie gdybym to uczyniła to znów przestałby mi płacić. A ja nie będę wypisywać do komornika na nowo papierków.
A bynajmniej nada żyła się okazja do podwyższenia alimentów. Nie chce odwiedzać dziecka jego sprawa, ale Filip jest chory więc koszta za leczenie powinno obydwoje rodziców ponosić. Jak tylko uporam się z komputerem to zaczynam powoli pisać pozew o alimenty. Jak tylko zaczął wpływać pieniądze dla mnie to podejdę do radcy prawnego i zapytam o szczegóły.
U nas nic nowego..choroba wtargnęła do domu. Przez ostatnie dni nie było najlepiej, ale to pikuś.
Niestety z mamą nie jest dobrze, widać to po niej. Chyba dawka jaka jest jej obecnie przypisana jest dla niej za słaba. Niestety trzeba czekać do stycznia na konsultacje.
Siostra mi zdradziła, że mama chyba zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak i, że umiera...chyba wewnętrznie to się odczuwa. Ciężko będzie. Staram się nie załamywać.
Nie jest to łatwe wiele spraw nałożyło mi się na raz na głowę.
Tagi:
ja
To będzie pamiętny lot. Leciałam do Paryża i w ogóle pierwszy raz i zapamiętam go na amen :)
Mówią że jaki poniedziałek taki cały tydzień, coś w tym jest. Wylot Miał się odbyć o godzinie 19.00 z Wrocławia. Dzięki kolegom z pracy bez problemu przeszłam przez procedury na lotnisku :D. Ale euforia szybko nam spadła bo wylot się opóźnił jak dobrze pamiętam to chyba o 30 min. Pamiętam tyle, że nie wiele czasu było na przesiadkę w Monachium na lot do Paryża. Przez cały terminal w Monachium myśmy biegli, sądzę, że pobiliśmy rekord na setkę heheh. A przy mecie okazało się, że lot opóźniony o 1h. Ale jeszcze była szansa na czas Do Paryża dolecieć - tam mieliśmy wynająć samochód max wypożyczalnia otwarta do północy.
Niestety po sporym oczekiwaniu w Monachium wsiedliśmy do samolotu, lecz lot się nie odbył bo na pasie startowym samolot okazał się mało sprawny i czekaliśmy prawie kolejną 1h na nowy samolot. Myśmy mieli wrażenie, że gramy w ukrytej kamerze, no totalne jaja heheh. Niestety w Paryżu byliśmy przed 2 w nocy. I pytanie spać na terminalu czy pójść do hotelu. Mieliśmy ograniczone pieniądze na delegacje. Było wiele pytań bez odpowiedzi, ale jednak po burzy mózgów poszliśmy do pobliskiego hotelu na 3h spać. Rano szybkie śniadanie i po samochód gdzie czekaliśmy na niego chyba z 1.30 min. jaja jak berety, nerwy nam zaczęły puszczać. W pracy mieliśmy spotkać się z ważnymi ludźmi a droga tam trwa 1.30 min bo to 120km od Paryża. Udało się dotrzeć do pracy i byliśmy tam prawie że do 20.00. Kolejny dzień był lepszy, ale też na maxa pracowaliśmy.
Za to lot powrotny to tragedia. Co do samego Paryża to widziałam tylko jak lądowaliśmy, z lotu ptaka i to w nocy. Wieżę Eiffla widziałam tylko przez 5 min i to we mgle heheh
niestety powrót nie lepszy niż na początku. Późno wylecieliśmy co spowodowało, że w Monachium przyszło nam czekać aż 7h na terminalu na lot, który z wielkim wysiłkiem udało nam się załatwić. I tak jeden z Naszych musiał niestety dodatkowo lecieć do Warszawy i z Warszawy do Wrocławia , bo brakło miejsc w samolocie. Jaja jak berety.
Sam efekt lotu przyjemny aczkolwiek bałam się startu i lądowania, że mogę zwymiotować. Nie jest to takie straszne :). Tak mniej więcej opisałam Wam mój lot :)
Jedynie po powrocie chciałam spać, głowa mnie bolała, na dodatek stewardesa która siedziała przy mnie miała okropnie śmierdzące perfumy co spowodowało, że furii dostałam w samolocie i każdy szelest gazet doprowadzał mnie do białej gorączki tak głowa mnie bolała.
O 23.00 byłam w domu. Niestety spać poszłam po 12 w nocy i rano o 5.00 wstać do pracy.
Ale ja wam się rozpisałam heheheheh.
P.S. oczywiście moje drogie miłe Panie...emocje jak najbardziej pozytywne :), nie żebym narzekała...ale o wrażenia musiałam opisać :D
Mówią że jaki poniedziałek taki cały tydzień, coś w tym jest. Wylot Miał się odbyć o godzinie 19.00 z Wrocławia. Dzięki kolegom z pracy bez problemu przeszłam przez procedury na lotnisku :D. Ale euforia szybko nam spadła bo wylot się opóźnił jak dobrze pamiętam to chyba o 30 min. Pamiętam tyle, że nie wiele czasu było na przesiadkę w Monachium na lot do Paryża. Przez cały terminal w Monachium myśmy biegli, sądzę, że pobiliśmy rekord na setkę heheh. A przy mecie okazało się, że lot opóźniony o 1h. Ale jeszcze była szansa na czas Do Paryża dolecieć - tam mieliśmy wynająć samochód max wypożyczalnia otwarta do północy.
Niestety po sporym oczekiwaniu w Monachium wsiedliśmy do samolotu, lecz lot się nie odbył bo na pasie startowym samolot okazał się mało sprawny i czekaliśmy prawie kolejną 1h na nowy samolot. Myśmy mieli wrażenie, że gramy w ukrytej kamerze, no totalne jaja heheh. Niestety w Paryżu byliśmy przed 2 w nocy. I pytanie spać na terminalu czy pójść do hotelu. Mieliśmy ograniczone pieniądze na delegacje. Było wiele pytań bez odpowiedzi, ale jednak po burzy mózgów poszliśmy do pobliskiego hotelu na 3h spać. Rano szybkie śniadanie i po samochód gdzie czekaliśmy na niego chyba z 1.30 min. jaja jak berety, nerwy nam zaczęły puszczać. W pracy mieliśmy spotkać się z ważnymi ludźmi a droga tam trwa 1.30 min bo to 120km od Paryża. Udało się dotrzeć do pracy i byliśmy tam prawie że do 20.00. Kolejny dzień był lepszy, ale też na maxa pracowaliśmy.
Za to lot powrotny to tragedia. Co do samego Paryża to widziałam tylko jak lądowaliśmy, z lotu ptaka i to w nocy. Wieżę Eiffla widziałam tylko przez 5 min i to we mgle heheh
niestety powrót nie lepszy niż na początku. Późno wylecieliśmy co spowodowało, że w Monachium przyszło nam czekać aż 7h na terminalu na lot, który z wielkim wysiłkiem udało nam się załatwić. I tak jeden z Naszych musiał niestety dodatkowo lecieć do Warszawy i z Warszawy do Wrocławia , bo brakło miejsc w samolocie. Jaja jak berety.
Sam efekt lotu przyjemny aczkolwiek bałam się startu i lądowania, że mogę zwymiotować. Nie jest to takie straszne :). Tak mniej więcej opisałam Wam mój lot :)
Jedynie po powrocie chciałam spać, głowa mnie bolała, na dodatek stewardesa która siedziała przy mnie miała okropnie śmierdzące perfumy co spowodowało, że furii dostałam w samolocie i każdy szelest gazet doprowadzał mnie do białej gorączki tak głowa mnie bolała.
O 23.00 byłam w domu. Niestety spać poszłam po 12 w nocy i rano o 5.00 wstać do pracy.
Ale ja wam się rozpisałam heheheheh.
P.S. oczywiście moje drogie miłe Panie...emocje jak najbardziej pozytywne :), nie żebym narzekała...ale o wrażenia musiałam opisać :D
Tagi:
ja
Od otrzymania tego kredytu jestem pełna optymizmu i euforii. Oby jak najdłużej. teraz już nie będę musiała płakać po nocach i modlić się bo nie mam kasy bo coś tam. teraz będę mogła z rozsądkiem zainwestować trochę w siebie. Jakiś krem do twarzy, pod oczy, może jakiś korektor żeby buzia lepiej się prezentowała...nie wiem, ale będę szukać coś taniego i fajnego. Koleżanka z pracy, fryzjerka się okazała poprawiła mi fryzurę. Po przyjeździe z Francji, może jakieś pasemka, zobaczymy. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem pięknością, dlatego muszę co nie co zamaskować, poprawić, wyostrzyć by lepiej się prezentować :). Niestety nie mam zwyczaju codziennie bawić się w makijaż. Ale muszę to poprawić. Bo gdy zacznę dbać o takie drobiazgi to i wygląd stanie się lepszy i ktoś w końcu na mnie spojrzy :P.
W owej zaistniałej sytuacji powinno pójść mi ciut lepiej.
Na prawdę mam teraz z czego się cieszyć.
Oczywiście nie powiem moją radość przyćmiewa sytuacja ojca dziecka, niestety nienawiść pogłębia się, pogarda, złość - wszystko na raz. Dlaczego tak jest, że w ogóle o tym nie myślę, zapominam a są sytuacje, że myślę o tym intensywnie i złe emocje idą w górę. Życie, wiem. Wiem mało o tym z kimś rozmawiam i to siedzi we mnie. Tyle w sobie trzymam. Są rzeczy z którymi nie mogę się pogodzić, jeszcze potrzebuje czasu. Czuje to wszystko jakby to wczoraj się zdarzyło a przecież już ponad rok, prawie 2 lata. Nic się nie poradzi. czas, czas, czas....jak ja dojrzałam przez te 2 lata a nawet przez te 5 lat :)
Buziole ode mnie
W owej zaistniałej sytuacji powinno pójść mi ciut lepiej.
Na prawdę mam teraz z czego się cieszyć.
Oczywiście nie powiem moją radość przyćmiewa sytuacja ojca dziecka, niestety nienawiść pogłębia się, pogarda, złość - wszystko na raz. Dlaczego tak jest, że w ogóle o tym nie myślę, zapominam a są sytuacje, że myślę o tym intensywnie i złe emocje idą w górę. Życie, wiem. Wiem mało o tym z kimś rozmawiam i to siedzi we mnie. Tyle w sobie trzymam. Są rzeczy z którymi nie mogę się pogodzić, jeszcze potrzebuje czasu. Czuje to wszystko jakby to wczoraj się zdarzyło a przecież już ponad rok, prawie 2 lata. Nic się nie poradzi. czas, czas, czas....jak ja dojrzałam przez te 2 lata a nawet przez te 5 lat :)
Buziole ode mnie
Tagi:
ja
To musi być totalnie jakiś pech. Wróciłam do domu i co? w skrzynce list ze starostwa. Komisja się zbiera w sprawie syna by orzekli jego niepełnosprawność. I co termin na 16 listopada. A ja w poniedziałek wylatuje do Francji. To jest pech. Jutro dzwonie do Starostwa o zmianę terminu. Firma wszystko już przygotowała, więc nie mogę tego o tak odwołać, zmienić. Oby moje argumenty przemówiły do Starostwa i wyznaczyli nowy termin.
A jak nie to się totalnie wkurwię :(....
Już na necie sprawdzam ile razy można w razie czego taki wniosek składać gdyby chcieli go negatywnie rozpatrzyć.
Moja chwilowa euforia została zakłócona. Totalnie jakieś złe fatum. i humor mi się zjebał.
Wsio
A jak nie to się totalnie wkurwię :(....
Już na necie sprawdzam ile razy można w razie czego taki wniosek składać gdyby chcieli go negatywnie rozpatrzyć.
Moja chwilowa euforia została zakłócona. Totalnie jakieś złe fatum. i humor mi się zjebał.
Wsio
Tagi:
ja
Muszę wam powiedzieć najlepszą wiadomość na moje obecne czasy.
Dostałam ofertę na kredyt. Wybrałam bezpieczny limit i przyznali mi.
Teraz pospłacałam swe zadłużenia i będę powoli zamykać to i owo. Czyli w obecnej chwili mam jedną mała ratkę tak jak sobie to wymarzyłam. Mam nawet gotówkę do dyspozycji,ale dam na lokatę czy coś podobnego by się mnożyło dla Filipka. On zasłużył na lepsze życie. I nie martwcie się teraz będę spokojnie mogła zaspokoić swe potrzeby w miarę możliwości i odkładać z wypłaty na tajne konto.
Nie wiecie jak bardzo się z tego cieszę. Aż wszystko inne przymyka...bo nie mogę swej radości ukryć. Jutro pojadę do Wrocka i to co mogę to pozamykam. Dzięki Bogu. Wiedziałam, że ten tam na górze nie pozwoliłby mi na tyle cierpienia. Dostałam szansę i teraz tego nie zmarnuje. Obiecuje to wam i przede wszystkim synkowi !!!
Dostałam ofertę na kredyt. Wybrałam bezpieczny limit i przyznali mi.
Teraz pospłacałam swe zadłużenia i będę powoli zamykać to i owo. Czyli w obecnej chwili mam jedną mała ratkę tak jak sobie to wymarzyłam. Mam nawet gotówkę do dyspozycji,ale dam na lokatę czy coś podobnego by się mnożyło dla Filipka. On zasłużył na lepsze życie. I nie martwcie się teraz będę spokojnie mogła zaspokoić swe potrzeby w miarę możliwości i odkładać z wypłaty na tajne konto.
Nie wiecie jak bardzo się z tego cieszę. Aż wszystko inne przymyka...bo nie mogę swej radości ukryć. Jutro pojadę do Wrocka i to co mogę to pozamykam. Dzięki Bogu. Wiedziałam, że ten tam na górze nie pozwoliłby mi na tyle cierpienia. Dostałam szansę i teraz tego nie zmarnuje. Obiecuje to wam i przede wszystkim synkowi !!!
Tagi:
ja
Dzisiaj nie lada dzień powiem szczerze.
Plan taki, że wstałam o 6.30 a o 7.00 wyjazd z dzieckiem na zajęcia do Wrocka do logopedy później do psychiatry. I w między czasie jak jechałam to wyczułam , że z autem coś nie tak. Hmmm...jechałam i się zastanawiałam, w końcu stanęłam i spojrzałam na koła a tam..mało powietrza. I myśl..jechać dalej powoli czy zawrócić na stację? Rozsądek poszedł górą. Wiedziałam, że na zajęcia już nie zdążę, ale bynajmniej do Wrocka pojechałam cała, bo powietrza w kołach było co kot na płakał. Dobrą miałam intuicje, że z autem jest coś nie tak. Stare auto, może czasem jestem narwana jak jadę, ale już na tyle znam, że wyczuwam jakieś zmiany.
Zadzwoniłam do ośrodka i wytłumaczyłam to i owo. Za 2 tygodnie jadę. Maskara...wciąż coś nie tak.
A tak z innej beczki dzisiaj wzięło mnie na pewne analizowanie zachowań u pewnych osób. I dawne powiedzmy, bo jestem w innej grupie z innymi ludźmi pracuje to moje dawne koleżanki z linii chyba focha na mnie strzeliły. Na bank jestem na językach, typu, że nową rodzinę sobie znalazłam i takie tam pierdoły. Ale sram na nie. Jedna to w ogóle ostatnimi czasy mnie mocno wkurwiała, ale za nim przeszłam to nic się nie odezwałam. Za to mocno mnie zraniła i to siedzi we mnie, ale nic, ujdzie. Za to miały pretensje czemu do nich nie podchodzę i takie tam...a same nie lepsze...zawsze uważałam że ta sama droga. Trudno, ja się o przyjaźń i wsparcie płaszczyć nie będę. Staram się zagadywać, ale czuć ten dystans, to już nie to. Szkoda, ale to tylko koleżanki z pracy. Sądziłam , że będzie to coś grubszego, ale cóż. Nie było to widocznie nam pisane. Owszem jestem bardzo sceptyczna do słowa przyjaźń, ale trza mieć nadzieje, że ten przyjaciel w końcu będzie. Widać jaki ten świat jest i mentalność ludzka też bardzo się zmieniła. Na obecne czasy to na wiele nie można liczyć i za wiele nie można oczekiwać. Ale trzeba wierzyć i ja wierze - gdzieś tam daleko jest ten promyk nadziei :).
Mam ten swój świat podobnie jak mój synek. Fifi w swoim świecie jest szczęśliwy dlatego nie chce do końca przyjąć rzeczywistości. Gdyby w przyszłości świat go przyjął z takimi wadami to było by to idealne, ale to nie możliwe więc trzeba walczyć o to by poznał ten nasz świat i trwać w tym wszystkim przy nim. Pokazać trza że ten nasz świat do końca nie jest taki zepsuty. Każdy boi się cierpienia, wiadomo to boli. Ja tyle tego ostatnimi czasy doznałam, ze stałam się poniekąd trochę egoistyczna i nie czuła. Sama nie wiem co mam czuć. Ale przeważnie kierują mną złe emocje.
Na co dzień staram się jak najwięcej śmiać ale to tylko przykrywka przed bólem i cierpieniem. Wracam do siebie i złe myśli też wracają. Wchodzę w ten swój świat i tam siedzę...
No wsio. To w zasadzie tyle.
Pozdro Moi Kochani :)
Plan taki, że wstałam o 6.30 a o 7.00 wyjazd z dzieckiem na zajęcia do Wrocka do logopedy później do psychiatry. I w między czasie jak jechałam to wyczułam , że z autem coś nie tak. Hmmm...jechałam i się zastanawiałam, w końcu stanęłam i spojrzałam na koła a tam..mało powietrza. I myśl..jechać dalej powoli czy zawrócić na stację? Rozsądek poszedł górą. Wiedziałam, że na zajęcia już nie zdążę, ale bynajmniej do Wrocka pojechałam cała, bo powietrza w kołach było co kot na płakał. Dobrą miałam intuicje, że z autem jest coś nie tak. Stare auto, może czasem jestem narwana jak jadę, ale już na tyle znam, że wyczuwam jakieś zmiany.
Zadzwoniłam do ośrodka i wytłumaczyłam to i owo. Za 2 tygodnie jadę. Maskara...wciąż coś nie tak.
A tak z innej beczki dzisiaj wzięło mnie na pewne analizowanie zachowań u pewnych osób. I dawne powiedzmy, bo jestem w innej grupie z innymi ludźmi pracuje to moje dawne koleżanki z linii chyba focha na mnie strzeliły. Na bank jestem na językach, typu, że nową rodzinę sobie znalazłam i takie tam pierdoły. Ale sram na nie. Jedna to w ogóle ostatnimi czasy mnie mocno wkurwiała, ale za nim przeszłam to nic się nie odezwałam. Za to mocno mnie zraniła i to siedzi we mnie, ale nic, ujdzie. Za to miały pretensje czemu do nich nie podchodzę i takie tam...a same nie lepsze...zawsze uważałam że ta sama droga. Trudno, ja się o przyjaźń i wsparcie płaszczyć nie będę. Staram się zagadywać, ale czuć ten dystans, to już nie to. Szkoda, ale to tylko koleżanki z pracy. Sądziłam , że będzie to coś grubszego, ale cóż. Nie było to widocznie nam pisane. Owszem jestem bardzo sceptyczna do słowa przyjaźń, ale trza mieć nadzieje, że ten przyjaciel w końcu będzie. Widać jaki ten świat jest i mentalność ludzka też bardzo się zmieniła. Na obecne czasy to na wiele nie można liczyć i za wiele nie można oczekiwać. Ale trzeba wierzyć i ja wierze - gdzieś tam daleko jest ten promyk nadziei :).
Mam ten swój świat podobnie jak mój synek. Fifi w swoim świecie jest szczęśliwy dlatego nie chce do końca przyjąć rzeczywistości. Gdyby w przyszłości świat go przyjął z takimi wadami to było by to idealne, ale to nie możliwe więc trzeba walczyć o to by poznał ten nasz świat i trwać w tym wszystkim przy nim. Pokazać trza że ten nasz świat do końca nie jest taki zepsuty. Każdy boi się cierpienia, wiadomo to boli. Ja tyle tego ostatnimi czasy doznałam, ze stałam się poniekąd trochę egoistyczna i nie czuła. Sama nie wiem co mam czuć. Ale przeważnie kierują mną złe emocje.
Na co dzień staram się jak najwięcej śmiać ale to tylko przykrywka przed bólem i cierpieniem. Wracam do siebie i złe myśli też wracają. Wchodzę w ten swój świat i tam siedzę...
No wsio. To w zasadzie tyle.
Pozdro Moi Kochani :)
Tagi:
ja
Tydzień nocek uważam za udany. Nawet nawet było dobrze :). Nie było rewelacji, ale jakoś przebrnęłam. I mam dwie super wiadomości. Pierwsza to taka, że już od przyszłego tyg rusza logopeda :) w końcu heheh
a druga to taka, że jeżeli nic się nie zmieni to wyjadę w delegacje do Francji na parę dni. Taki wyjazd bardzo dobrze mi zrobi. Zawsze marzyłam o wyjazdach za granicę, oglądać obce kulturę i wielkie budynki. Lecz za nim pojadę muszę jakoś obgadać sprawy w domu bo ktoś musi podawać leki mamie, że ich nie pomyliła bo będzie kicha i z wielką szkodą. A wiadomo dzwonić nie będę codziennie bo mnie nie stać a mama smsy nie umie czytać. Ale jako to obgadamy.
Cieszę się tych dwóch rzeczy. Mało mam szczęścia koło siebie, ale doceniam to co mam. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem choć serce czasem mi się mocno kraje. Los obdarzył mnie wielkim nieszczęściem, ale muszę trwać na polu walki i tak będzie.
Miałam jakoś teraz pozew składać, ale odłożę to do przyszłego roku. Teraz nie mam ochoty latać po sądach i się wkurwiać bo i tak jak pomyśle o ojcu dziecka to aż się gotuje. Wiem , że jak dojdzie do rozprawy to byłoby dobrze jakby pojechała ze mną jakaś koleżanka, kolega który ewentualnie z biegu mogłaby potwierdzić, że ojciec dziecka nie bywa u Filipa. Wówczas są szanse, że na tej jednej rozprawie by się skończyło. Ale takie sprawy zostawię na później, najpierw podejdę do Pani adwokat zapytać o to i owo i poradzić się. Ale to już nie w tym roku. Mam za dużo na głowie. W przyszłym roku to będzie priorytet bo inne sprawy wówczas będą jako tako opanowane....
Wiecie po tych nockach jakoś źle się czuje. Nie dobrze mi jest. Oczywiście moje spanie odbywa się w ratach.
No tak bywa. Fifi coś podłapał. Póki co nie muszę lecieć po antybiotyk. Witamina C, wapno, kwasy rybne, oklepywanie i syrop na kaszel pomagają :) Chłopak się trzyma :)
a druga to taka, że jeżeli nic się nie zmieni to wyjadę w delegacje do Francji na parę dni. Taki wyjazd bardzo dobrze mi zrobi. Zawsze marzyłam o wyjazdach za granicę, oglądać obce kulturę i wielkie budynki. Lecz za nim pojadę muszę jakoś obgadać sprawy w domu bo ktoś musi podawać leki mamie, że ich nie pomyliła bo będzie kicha i z wielką szkodą. A wiadomo dzwonić nie będę codziennie bo mnie nie stać a mama smsy nie umie czytać. Ale jako to obgadamy.
Cieszę się tych dwóch rzeczy. Mało mam szczęścia koło siebie, ale doceniam to co mam. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem choć serce czasem mi się mocno kraje. Los obdarzył mnie wielkim nieszczęściem, ale muszę trwać na polu walki i tak będzie.
Miałam jakoś teraz pozew składać, ale odłożę to do przyszłego roku. Teraz nie mam ochoty latać po sądach i się wkurwiać bo i tak jak pomyśle o ojcu dziecka to aż się gotuje. Wiem , że jak dojdzie do rozprawy to byłoby dobrze jakby pojechała ze mną jakaś koleżanka, kolega który ewentualnie z biegu mogłaby potwierdzić, że ojciec dziecka nie bywa u Filipa. Wówczas są szanse, że na tej jednej rozprawie by się skończyło. Ale takie sprawy zostawię na później, najpierw podejdę do Pani adwokat zapytać o to i owo i poradzić się. Ale to już nie w tym roku. Mam za dużo na głowie. W przyszłym roku to będzie priorytet bo inne sprawy wówczas będą jako tako opanowane....
Wiecie po tych nockach jakoś źle się czuje. Nie dobrze mi jest. Oczywiście moje spanie odbywa się w ratach.
No tak bywa. Fifi coś podłapał. Póki co nie muszę lecieć po antybiotyk. Witamina C, wapno, kwasy rybne, oklepywanie i syrop na kaszel pomagają :) Chłopak się trzyma :)
Tagi:
ja
Wiecie ostatnimi czasy zauważyłam, że mam problem z prawą pachwiną. mam taki ala guzek. Z początku myślałam, że to z otarcia, ale nadal to nie schodzi. Później myślałam, że od przeziębienia, ale nadal nie schodzi. Podglądnęłam wujka google i niby może to być przepuchlina. Hmm trochę się tym martwię. Muszę koniecznie iść do lekarza niech zrobi usg. i oby to nic poważnego. Bo jeśli przepuchlina to czeka mnie zabieg i niestety unieruchomi to mnie na parę tyg. Masakra ;(...Kurwa mać..jakby to było mało.
Dobra czas szykować się do pracy na nockę ;(
Dobra czas szykować się do pracy na nockę ;(
Tagi:
ja
Niestety przyszło mi bywać na nockach. Jak to będzie tego nie wiem, ale już teraz wiem na tym etapie, że będzie trudno z Filipem. Jeżeli w jaki sposób nie wydolę ktoś inny będzie musiał iść za mnie. Ale na tyle jest dla mnie to korzystne bo i do przedszkola i na terapie będzie ciut więcej chodzić, wiadomo kosztem mnie samej. Ale czego dla swych pociech się nie robi.
Przyszło mi samej walczyć z tym wszystkim, można by rzecz nawet okrutnymi czasami. Ale jakoś powolutku idę do przodu, niestety rewelacji nie ma. Wszystko stoi w miejscu. Czekam na tel od jednej poradni i nic a czas ucieka. Jednak zmusza mnie to, żeby odwiedzić tą nieszczęsną Oławę, gdzie jest tam full dzieci i jest ogromne przepełnienie, może tam coś zyskam. W tygodniu będę dzwonić i się pytać. Podobnie jest też ciężko dodzwonić się do poradni chorób metabolicznych. czy ktoś tam w ogóle pracuje? katastrofa. I w sprawie mamy też na Borowską muszę zadzwonić. Tyle rzeczy jest przede mną że ho ho ho. Tradycyjnie moja kumpela dzwoniła i trochę poplotkowałyśmy o tym i owym. Przy okazji mnie rozbudziła :)
Kochana z niej istota :) Może razem zdecydujemy się chodzić na aerobik hehhe tak dla formy :). Zobaczymy.
To w zasadzie tyle. Miałam nawet wenę pisać o czymś innym ale później mi to przeszło i tak krótko i na temat :P
Pozdro
Przyszło mi samej walczyć z tym wszystkim, można by rzecz nawet okrutnymi czasami. Ale jakoś powolutku idę do przodu, niestety rewelacji nie ma. Wszystko stoi w miejscu. Czekam na tel od jednej poradni i nic a czas ucieka. Jednak zmusza mnie to, żeby odwiedzić tą nieszczęsną Oławę, gdzie jest tam full dzieci i jest ogromne przepełnienie, może tam coś zyskam. W tygodniu będę dzwonić i się pytać. Podobnie jest też ciężko dodzwonić się do poradni chorób metabolicznych. czy ktoś tam w ogóle pracuje? katastrofa. I w sprawie mamy też na Borowską muszę zadzwonić. Tyle rzeczy jest przede mną że ho ho ho. Tradycyjnie moja kumpela dzwoniła i trochę poplotkowałyśmy o tym i owym. Przy okazji mnie rozbudziła :)
Kochana z niej istota :) Może razem zdecydujemy się chodzić na aerobik hehhe tak dla formy :). Zobaczymy.
To w zasadzie tyle. Miałam nawet wenę pisać o czymś innym ale później mi to przeszło i tak krótko i na temat :P
Pozdro
Tagi:
ja
Mam chwile dla siebie a nie wiem co mam robić. Nurtuje mnie wiele spraw. Jest tyle tego, że ło ho ho. Nie czuje potrzeby odchamiać się, ale odczuwam potrzebę zainteresowania się moją osobą...tak jakoś. I wiecie co jest taka koleżanka.... ujęłabym nawet przyjaciółka, kumpela. Bardzo rzadko się spotykamy, choć mieszka klatkę obok. Ciągle się mijamy, tak jak każdy ma swoje życie, była za granicą a mimo to nasza przyjaźń przetrwała. I wiecie co jest najlepsze, co niedziele do mnie dzwoni z zapytaniem co robię, co słychać i takie tam. Wie o mnie wszystko. Dziękuje jej za to. Dziękuję jej za te telefony. Dziękuję jej że o mnie pamięta. Nie ważne że nic nowego jej nie powiem, ale zawsze zapyta. Jest spoko kumpelą. Ona wie, że może na mnie zawsze liczyć, nie boi się pytać.
Wiecie mogłabym nawet wam pogdybać o sensu życia, o ludziach i tych bliskich i tych dalszych, o społeczeństwie i czasach jakie nadeszły, ale nie mam chęci. Zimno na dworze. ja trochę zmęczona tym stylem życia, tą szybkością życia, tym wyścigiem czasu. Jest jeszcze tyle spraw do załatwienia, a jakoś już nie mam głowy i odwlekam. A to co nie robię dla dziecka to się odbija na nim, bo zamiast spędzać z nim czas latam jak opętana, a przecież nikt za mnie tego nie zrobi. Nauczyłam się liczyć tylko na siebie. Jak sama czegoś nie zrobię, nie zajrzę, nie dowiem się to nie dostanę to proste jak drut.
Wybacz Siszka, ale nie mam weny opisywać terapii dziecka, nie mam weny twórczej. Jedynie wiem ,ze ostatnimi czasy każdy pyta mnie czy ma zdiagnozowany autyzm. Hmm...głupie pytanie, a ja nie umiem odp. Dlaczego? W zasadzie nie rozumiem ich pytania. Przynoszę papierki, ze ktoś tam lekarz, specjalista uznał to i to, że coś tam coś tam....i czytają te papierki a pytają mnie czy ma zdiagnozowany autyzm. I wiecie co jest najlepsze mam zonka. Za tydzień terapia kolejna bo mam nockę więc się zapytam pokazując papierki czy to jest potwierdzeniem diagnozy. Bo ja nie mam już ochoty latać po komisjach. Bo tak naprawdę ile jeszcze muszę tych komisji zaliczyć...masakra...Ależ jam pisze chaotycznie heheh.
Dobra koniec tego dobrego zmykam robić kisiel...zimno mi jakoś. Może dla odmiany trochę pogram :)...zresztą nic innego na tym kompie nie robię :P
Wiecie mogłabym nawet wam pogdybać o sensu życia, o ludziach i tych bliskich i tych dalszych, o społeczeństwie i czasach jakie nadeszły, ale nie mam chęci. Zimno na dworze. ja trochę zmęczona tym stylem życia, tą szybkością życia, tym wyścigiem czasu. Jest jeszcze tyle spraw do załatwienia, a jakoś już nie mam głowy i odwlekam. A to co nie robię dla dziecka to się odbija na nim, bo zamiast spędzać z nim czas latam jak opętana, a przecież nikt za mnie tego nie zrobi. Nauczyłam się liczyć tylko na siebie. Jak sama czegoś nie zrobię, nie zajrzę, nie dowiem się to nie dostanę to proste jak drut.
Wybacz Siszka, ale nie mam weny opisywać terapii dziecka, nie mam weny twórczej. Jedynie wiem ,ze ostatnimi czasy każdy pyta mnie czy ma zdiagnozowany autyzm. Hmm...głupie pytanie, a ja nie umiem odp. Dlaczego? W zasadzie nie rozumiem ich pytania. Przynoszę papierki, ze ktoś tam lekarz, specjalista uznał to i to, że coś tam coś tam....i czytają te papierki a pytają mnie czy ma zdiagnozowany autyzm. I wiecie co jest najlepsze mam zonka. Za tydzień terapia kolejna bo mam nockę więc się zapytam pokazując papierki czy to jest potwierdzeniem diagnozy. Bo ja nie mam już ochoty latać po komisjach. Bo tak naprawdę ile jeszcze muszę tych komisji zaliczyć...masakra...Ależ jam pisze chaotycznie heheh.
Dobra koniec tego dobrego zmykam robić kisiel...zimno mi jakoś. Może dla odmiany trochę pogram :)...zresztą nic innego na tym kompie nie robię :P
Tagi:
ja
Co za przenośnia :)...ale to prawda...Fifi zaczął uczęszczać do przedszkola. Owszem raz na godzinę i może to będzie nie regularne, ale to zawsze coś. Do tego spotkania w poradni z psychologiem i logopedą i terapia we Wrocku w specjalnym ośrodku i będzie git. Niestety ciężko jest dostać o tak. Niestety zostało mi czekanie i bycie cierpliwym.
Zobaczymy co mi powie Pani psycholog jutro w poradni. Liczę na program jakiś specjalny dla Filipka.
Co do mamy póki co jest oki. Podaje jej leki i jak na razie nie widzę żadnych skutków ubocznych i dobrze. Oby te leki w jakiś sposób jej pomogły i wydłużyły jej życie.
cO DO MNIE...HMMM....robię sobie kurację z czosnku i pomaga..powolutku dochodzę do siebie :D
W między czasie zaglądam na allegro w celu kupienia sobie to i owo. mamie zakupiłam i jest bardzo szczęśliwa.
Yo mnie zaraziła tym allegro. Dzięki Kochana :)..teraz wiem, że za lichą cenę można trafić to i owo...nie należy się tylko bać.
Buziole i pozdrawiam
Zobaczymy co mi powie Pani psycholog jutro w poradni. Liczę na program jakiś specjalny dla Filipka.
Co do mamy póki co jest oki. Podaje jej leki i jak na razie nie widzę żadnych skutków ubocznych i dobrze. Oby te leki w jakiś sposób jej pomogły i wydłużyły jej życie.
cO DO MNIE...HMMM....robię sobie kurację z czosnku i pomaga..powolutku dochodzę do siebie :D
W między czasie zaglądam na allegro w celu kupienia sobie to i owo. mamie zakupiłam i jest bardzo szczęśliwa.
Yo mnie zaraziła tym allegro. Dzięki Kochana :)..teraz wiem, że za lichą cenę można trafić to i owo...nie należy się tylko bać.
Buziole i pozdrawiam
Tagi:
ja
Na moich oczach moja mama umiera. Nic nie bredzę, dobrze wam się wydaje. Moja mama umiera. Stwierdzono u niej chorobę Picka - ala odłam Alzheimera. Od wykrycia choroby góra od 2 do max 15 lat człowiek pożyje przy dobrym szczęściu. Czyli co? Moja mama ma 56 lat i może nie dożyć do 70 lat. Dla mnie totalna załamka, nie mogę się z tym uporać. Teraz tylko walczymy o wydłużenie agonii naszej w zasadzie. Niestety choroba nie uleczalna, leczy się tylko objawy. Skąd to się wzięło - sam lekarz nie wie. Dziedziczna ? - tak. I duże prawdopodobieństwo, że z naszej czwórki dzieci dwójka z nas może ją mieć. O takie szczegóły wypytam lekarza następnym razem. Jak to powiedzieć rodzinie, ze mama umiera? Sama mama tego nie rozumie, nie pojmuje, tutaj trzeba wprost powiedzieć. Zamówiłam mamie już jeden lek, o drugi muszę wypytać w aptece. leki drogie...jak po nich będzie? nie wiem. Ale nasze życie właśnie się radykalnie zmieniło. Mam koszmary z tego tytułu. Zawsze wydawało mi się, że takie rzeczy to tylko w TV...a tu...ryczeć mi się chce ;(. Zawsze wierzyłam, że dożyją super starości i z wnukami się bawić i rozpieszczać. jak mam patrzeć na śmierć swojej mamy? tego się nie da w żaden sposób zatrzymać.....
Co do synka to też lipa. Żaden ośrodek nie chce go przyjąć, albo brakuje jakiś papierków, albo jest pełno dzieci. Tutaj w pobliskiej poradni też te terminy to pożal się boże i jak tu leczyć dzieci. Jadę w przyszłym tyg do Wrocka znów do jednego ośrodka, z nadzieją, ze tam się uda.
Na dodatek ja choruje....zatem zmykam do łóżka kurować się choć na chwile. A spać się boje, bo mam straszne koszmary ;(
Co do synka to też lipa. Żaden ośrodek nie chce go przyjąć, albo brakuje jakiś papierków, albo jest pełno dzieci. Tutaj w pobliskiej poradni też te terminy to pożal się boże i jak tu leczyć dzieci. Jadę w przyszłym tyg do Wrocka znów do jednego ośrodka, z nadzieją, ze tam się uda.
Na dodatek ja choruje....zatem zmykam do łóżka kurować się choć na chwile. A spać się boje, bo mam straszne koszmary ;(
Tagi:
ja
Mogę tak w zasadzie mówić. Wygrywam tą nie równą walkę o zdrowie Filipka. Mam już część potrzebnych mi papierków mówiących, ze Fifi jednak jest chory i potrzebuje pomocy.
A teraz ubiegam się o jego orzeczenie, że jest niepełnosprawny, żebym mogła uzyskać pomoc z MOPS i nie tylko. Bo alimentów z państwa nie dostanę bo się nie załapałam -trudno :(.
A i tak się nie poddam, walczę dalej, bo to nie koniec, to dopiero początek całej tej walki, tylko, że ta walka będzie miała już inny charakter. Wiem, że nauka będzie szła bardzo ale to bardzo opornie, ale co mi pozostało...czekać i mieć nadzieje, że będzie dobrze.
jest wiele jeszcze do zrobienia, do załatwienia, nie tylko to mnie frustruje.....mamy chorobę powiedzmy że mamy trochę opanowaną...będę jechać do lekarza żeby leki przepisała i wyraziła opinie co dalej......
Nie mogę zapomnieć, że czas najwyższy złożyć pozew przeciwko ojcu dziecka o odebranie praw, bo i tak z nich nie korzysta z korzyścią dla mnie. jak myślę o nim i jego rodzinie to od razu dostaję mocnego ataku furii, złości, pogardy i takie tam. Tak mam ochotę mu napisać, ale powstrzymuje się i swoją złość wyładowuje w inny sposób. Nawet nie odzywam się na gg do siostry jego. Pisała na urodzinach Filipka, ale ja nie odpisałam. Jakiś nr dzwonił w urodziny syna ale byłam wówczas w kościele i nikt mojej komórki nie odebrał, a później cisza...więc chyba nie było to nic pilnego ;/. Ja na pewno nie będę oddzwaniać, bo niby dlaczego miałabym to robić.
A teraz ubiegam się o jego orzeczenie, że jest niepełnosprawny, żebym mogła uzyskać pomoc z MOPS i nie tylko. Bo alimentów z państwa nie dostanę bo się nie załapałam -trudno :(.
A i tak się nie poddam, walczę dalej, bo to nie koniec, to dopiero początek całej tej walki, tylko, że ta walka będzie miała już inny charakter. Wiem, że nauka będzie szła bardzo ale to bardzo opornie, ale co mi pozostało...czekać i mieć nadzieje, że będzie dobrze.
jest wiele jeszcze do zrobienia, do załatwienia, nie tylko to mnie frustruje.....mamy chorobę powiedzmy że mamy trochę opanowaną...będę jechać do lekarza żeby leki przepisała i wyraziła opinie co dalej......
Nie mogę zapomnieć, że czas najwyższy złożyć pozew przeciwko ojcu dziecka o odebranie praw, bo i tak z nich nie korzysta z korzyścią dla mnie. jak myślę o nim i jego rodzinie to od razu dostaję mocnego ataku furii, złości, pogardy i takie tam. Tak mam ochotę mu napisać, ale powstrzymuje się i swoją złość wyładowuje w inny sposób. Nawet nie odzywam się na gg do siostry jego. Pisała na urodzinach Filipka, ale ja nie odpisałam. Jakiś nr dzwonił w urodziny syna ale byłam wówczas w kościele i nikt mojej komórki nie odebrał, a później cisza...więc chyba nie było to nic pilnego ;/. Ja na pewno nie będę oddzwaniać, bo niby dlaczego miałabym to robić.
Tagi:
ja
Moi mili, niestety nie mogę nikomu nic napisać bo jestem spam...idzie podnieść sobie ciśnienie przez to. Niestety nie mam sił, totalnie mam chaos w około sienie i nie tylko, można by powiedzieć mln rzeczy naraz :)i nie mam sił na pisanie i zwierzanie się. Można by powiedzieć, że wyciszam się z tymi swoimi problemami... przychodzi taki dzień, że się wypala człowiek od tego wszystkiego i nie ma ochoty na nic...
jedynie wam się pochwale,m że sama zmontowałam nadstawkę :) i wywierciłam w ścianie aż 4 dziury i zawiesiłam nadstawkę z pomocą taty :)...ależ jestem, dumna :P
jedynie wam się pochwale,m że sama zmontowałam nadstawkę :) i wywierciłam w ścianie aż 4 dziury i zawiesiłam nadstawkę z pomocą taty :)...ależ jestem, dumna :P
Tagi:
ja



